Co jest grane?

Ogólne dyskusje na temat gier.
Lafar
Nowicjusz
Posty: 3
Rejestracja: 07 kwietnia 2008, 19:59

Post autor: Lafar »

Ja tam pogrywam na emu NESa. Ostatnio skończyłem Darkwing Duck a dzisiaj wziąłem się za Goala 3 ;) Odpalałem też emu N64 i ciupnąłem w Mario Kart ale samemu to żadna zabawa i po pół godziny odstawiłem gierkę :). A w gierki z PC gram nieczęsto a jak już to tylko Q3 arena :P
Awatar użytkownika
Zardon
Administrator
Administrator
Posty: 510
Rejestracja: 13 stycznia 2005, 18:17
Kontakt:

Post autor: Zardon »

P.S. Zardon, znalazłeś w końcu czas dla Orange Box'a?
Orange Box - prawie o nim zapomniałem :D ...ale jak wiadomo prawie robi wielką różnice.

Skromny feedback huh?....
Ukończyłem znanego Crysisa.

Plusy:
1. Grafika.
2. Muzyka/dźwięki.
3. Fizyka.
4. Całkiem spora frajda z wykańczania przeciwników.
5. Wolność! (dosłownie i w przenośni).

Minusy:
1. Jak dla mnie - zdecydowanie zbyt duże podobieństwo do FarCry.
2. Denerwujące bugi (np. zachowanie wrogich helikopterów - jak cię znajdzie taki jeden, to koniec. Nie ma szans na ucieczkę - nawet z niewidzialnością naszego bohatera).
3. Prosta i przewidywalna fabuła (z zapowiedzi wynikało, że będzie zaskakująca, ciekawa i oryginalna. A to zwyczajna, hollywoodzka historia o złych kosmitach oraz o USA, które wszystkich uratuje...).
4. Długość gry (zaczyna się robić ciekawie po 11h grania... a po 12h kończy się gra).
5. Marne zakończenie (...a raczej jego brak... taki to be continued).
6. Brak satysfakcji z ukończenia gry.

Podsumuwując - gra nie jest zła. Dużo radości daję swoboda (za każdym razem można inaczej wykończyć przeciwnika) oraz możliwości naszego bohatera (niewidzialność, super siła itd.). Grafika to oczywiście bajka.
Uważam jednak, że to za mało.
Spece od marketingu nie postarali się. Moim zdaniem lepiej by było gdyby gra wyszła "po cichu", jak miało to miejsce z FarCry. Ale że tak się nie stało, to poprzeczka (wymagań) była zawieszona b. wysoko. Za wysoko.

Większość serwisów/magazynów/gazet wystawia ocenę 9 lub 9,5 na 10... Ja się pytam - za co? Bo tak wypadało?...
Nie ma tu miejsca na litość. Szczególnie, gdy na końcu widzi się to be continued (czyt. jeszcze raz będą wyciągać od nas niemałą kasę...), zamiast pięknego i godnego hitu zakończenia. Takim zagraniom mówimy NIE!
Crysis zasługuje "jedynie" na 8/10 i nic ponad to.
Obrazek
Awatar użytkownika
BzyRes
Administrator
Administrator
Posty: 2048
Rejestracja: 17 lutego 2003, 18:50

Post autor: BzyRes »

Far Cry mi nie podszedł. Świat przedstawiony, owszem, zabijał ongi rozmachem i jakością wykonania, natomiast swoboda i ogromne lokacje pozwalały robić fajne kuku, bądź fajnie przed kuku uciekać, ale zabrakło w tym wszystkim klimatu przez duże "K" - pod tym względem FC jest daleko w tyle od Doom 3 czy Half-Life 2, dla których był przecież bezpośrednim konkurentem. No i ta fabuła z kosmicznymi udziwnieniami, podobnie jak w Crysis zresztą. Jak dla mnie gra średnia, ale ładnie ubrana, dlatego ma prawo się podobać.

Na Crysis mam wielką ochotę, jeno wizja zakupu odpowiedniego dla tej gry sprzętu, a więc peceta o poborze mocy odkurzacza, skutecznie zniechęca mnie do choćby dywagacji nt unowocześniania mego miejsca pracy.

Szczerze mówiąc nie wiem, za co gra została tak wysoko oceniona przez cyfrowe i analogowe media branżowe. Oprawa, fizyka, swoboda - rozumiem, pierwsza klasa i najwyższa półka dzisiejszych osiągnięć na tym polu, ale nie wydaje mi się, by Crysis zachwycał w takim samym stopniu pozostałymi współczynnikami, które składają się na jakość zabawy. Nie wydaje mi się, i na tym może zakończę - pora dać nura w świat Final Fantasy X-2, gdzie moje urocze dziewczęta czekają na wieczorną porcję "treningu".
Awatar użytkownika
Zardon
Administrator
Administrator
Posty: 510
Rejestracja: 13 stycznia 2005, 18:17
Kontakt:

Post autor: Zardon »

BzyRes pisze:Far Cry mi nie podszedł. Świat przedstawiony, owszem, zabijał ongi rozmachem i jakością wykonania, natomiast swoboda i ogromne lokacje pozwalały robić fajne kuku, bądź fajnie przed kuku uciekać, ale zabrakło w tym wszystkim klimatu przez duże "K" - pod tym względem FC jest daleko w tyle od Doom 3 czy Half-Life 2, dla których był przecież bezpośrednim konkurentem. No i ta fabuła z kosmicznymi udziwnieniami, podobnie jak w Crysis zresztą. Jak dla mnie gra średnia, ale ładnie ubrana, dlatego ma prawo się podobać.
Problem właśnie polega na reklamie produktu.
O Half-Life 2 wiedziałeś już co najmniej rok przed premierą. Czytałeś zapowiedzi, widziałeś screeny, słyszałeś jaki będzie wielki i wspaniały itd. itd..
Tymczasem o FarCry wiedziałeś najwyżej, że "ma być". Żadnych emocji związanych z nadchodzącą premierą. Dlatego podchodząc do tej gry z takim nastawieniem ("a, pewnie znowu jakiś średniak"), większość była niewiarygodnie zaskoczona. Fabuła nie była niczym specjalnym, to fakt. Ale również nikt nie wymagał super-hiper-historii, która wciągnie na kilkanaście dłuuugich dni (jak miało to miejsce w przypadku Doom 3 czy Half-Life 2). Dlatego grało się bez większego bólu, ciesząc się innymi, mocniejszymi stronami gry. Bo przecież miała świetną grafikę, fizykę i jako jedna z pierwszych dawała tyle swobody (z tego co pamiętam żaden fps niczego takiego nie oferował).
Zdecydowanie co innego w przypadku Crysisa. Tutaj mieliśmy zapowiedź, nawet nie tyle rewelacyjnej, co rewolucyjnej (!) pod każdym względem gry. I dlatego oceniam ją w całkowicie innych kryteriach.

To tyle o FarCry/Crysis. Teraz przechodzimy do Orange Boxa, w którego zacząłem (nareszcie) grać.
Oczywiście zacząłem od Half-Life 2. Od początku wiedziałem, że to wybitny i dopracowany produkt. I nie powiem - gra spełnia oczekiwania. Jedynie co na tą chwilę mnie najbardziej denerwuje, to napis "Wczytywanie" co ok. 20 min.. Bardzo upierdliwe, szczególnie, że nie trwa to krótko. Ba! Potrafi "wyrwać" człowieka z jakże dynamicznej rozgrywki. Szkoda.

Kolejny tytuł, jaki zainstalowałem, to Team Fortress 2. Muszę się przyznać, że do tej gry podchodziłem trzykrotnie. I dopiero za trzecim razem zdecydowałem się na dłuższą zabawę. Czemu? Może dlatego, że oczekiwałem jakiegoś godnego następcy Wolfensteina ET?... Sam nie wiem :)
W każdym razie - odnalazłem przyjemność z rozgrywki i to się w tej chwili liczy. Gra zdecydowanie bardziej nastawiona jest na współpracę w drużynie (tzw. team-play) i nie ma tu miejsca na pojedyńczych rambo. I jak dla mnie jest to duży +. Warto wspomnieć też o grafice, która jest dosyć oryginalna i buduje klimat gry.
Osobiście często wybieram klasę postaci "Heavy" - duży spaślak z jeszcze większym minigunem. Ma najwięcej HP ze wszystkich postaci, ale jest strasznie powolny. Dzięki jednak wysokim obrażeniom jakie potrafi zadawać swoją bronią ("saszą"), b. dobrze nadaje się zarówno do osłaniania towarzyszy jak i atakowania przeciwników. Również jego okrzyki bojowe są zabawne (np. zaczyna śpiewać marsz pogrzebowy z dedykacją dla wrogów).

To tyle na dzień dzisiejszy.
Obrazek
Awatar użytkownika
BzyRes
Administrator
Administrator
Posty: 2048
Rejestracja: 17 lutego 2003, 18:50

Post autor: BzyRes »

Zdecydowanie co innego w przypadku Crysisa. Tutaj mieliśmy zapowiedź, nawet nie tyle rewelacyjnej, co rewolucyjnej (!) pod każdym względem gry. I dlatego oceniam ją w całkowicie innych kryteriach.
Szczerze mówiąc, nie jestem zwolennikiem oceniania gier względem tego, na jaką skalę została przez wydawców przeprowadzona procesja przedpremierowa. Reklama to tylko reklama, powinno się ją całkowicie oddzielać od produktu, jaki dostajemy do rąk. Minusa możemy dać ludziom od promocji, nie zaś grze. Gra jest niewinna.

Rozumiem, że można pogniewać się na Crysis, bo bardziej jest interaktywnym benchamarkiem, aniżeli solidną, wciągającą niczym bagno produkcją, jaką został przedwcześnie okrzyczany na każdej szerokości geograficznej. Ale mimo wszystko będzie to gniew wyzwolony za sprawą kumulacji (a) oczekiwań wobec tej gry (b) umiejętnie podsyconych przez solidnie przeprowadzoną kampanię reklamową EA.

I jeszcze słowo o Crysis, którego tak szorstko potraktowałeś. W pewnym sensie to jednak jest rewolucja, ale dokładnie takiego samego typu jak w przypadku protoplasty - Far Cry. Potężny CryEngine 2 naprawdę daje radę, a zastosowana w grze fizyka trzyma poziom konkurencyjnych AGEIA czy Havok, o czym miałem okazję się przekonać, studiując kilka technicznych klipów, prezentujących możliwości CryPhysics. Ok, nic więcej nt Crysis nie powiem, dopóki nie zetknę się z nim organoleptycznie.

Odnośnie Half-Life 2:
Jedynie co na tą chwilę mnie najbardziej denerwuje, to napis "Wczytywanie" co ok. 20 min. (...)Ba! Potrafi "wyrwać" człowieka z jakże dynamicznej rozgrywki. Szkoda.
Eee... maly loading co 20 minut to nie taka tragedia - przynajmniej można odsapnąć, bo prawdą jest, że w Half-Life 2 dużo się dzieje. Nawet wtedy, kiedy nie dzieje się nic. Poza tym, gra ładuje sobie całkiem spore obszary, wiec tak naprawdę nie ma na co narzekać - w innych produkcjach brak podobnych przestojów okupiony został wyższymi wymaganiami sprzętowymi. No dobra, można ponarzekać na jedno. Czasem chcesz cofnąć się po dłuższym loadingu, a oznacza to kolejne, czasochłonne wczytywanie poprzedniego etapu. I w wielu "punktach zapalnych" działa to na zasadzie: krok w tył - > odczyt, krok naprzód - > odczyt, krok w tył - > odczyt... itd. Na szczęście narracja HL2 jest skonstruowana w taki sposób, że nie musimy się cofać. Z czterdziestej strony, nie mamy świadomości tego faktu i mimowolnie się loadingujemy, by ze zniecierpliwienia obgryzać sobie paznokcie aż po szyję.

Odnośnie Team Fortress 2:

TF2 jest wypas i basta. Jedyny tak jajcarski FPS z naciskiem na tryb multi. Fajnie, że autorzy zdecydowali się na komiksowy design, dzięki czemu niejednokrotnie strzelałem salwą śmiechu, widząc jak postaci grymaszą przy zadawaniu/otrzymywaniu obrażeń. Dobrę są też "dymkowe" [jak w komiksach] komentarze w razie naszej klęski na polu walki. Podpis "A bit of you" wskazujący na jeden z kawałeczków miesą, pozostałych po naszej postaci to w TF2 standard. A smaczków takich jest naprawdę wiele.

W przeciwieństwie do Zardona, pogrywałem Scoutem bardzo kruchą, ale diablenie szybką i skoczną klasą postaci. Scout to koleś, który w drużynie odwala czarną robotę - biega między świszczącymi kulami, daje niezłe susy po łbach troglodytów i zajmuje się dostarczaniem przesyłek [kto grał, ten wie]. Dzierży krótkolufową strzelbę, ale w zwarciu doskonale radzi sobie gumową pałką. Żartowałem, metalową. Najfajniejsza postać w grze, moim skromnym zdaniem, jako że niezwykle rajcują mnie potyczki face2face [z naciskiem na bicie w potylicę] i uciekanie jako takie.

Szkoda, że TF2, w przeciwieństwie do HL2, ma dośc wysokie wymagania sprzętowe i na moim Dellu granie na dłuższą metę zrobiło się męczące, tym bardziej, że w pozycjach tego typu liczy się dokładność i wyczucie, co ciężko osiągnąć na rwącej albo jednostajnie klatkującej animacji. Razem ze Scoutem wypięliśmy pępek i wspólnie czekamy na lepsze czasy.

I parę słów o moich bojach:

Parę dni temu skończyłem Final Fantasy X-2 i, tak jak zapowiadały wszystkie znaki na niebie i ziemi, mam mieszane odczucia.

FFX-2 to:
  • nieznacznie podkręcona graficznie kontynuacja FFX [+]
  • gra momentami trudna, zawiła, ale zarazem bardzo rozbudowana, pełna subquestów, bonusów, sekretów i innych ponadprogramowych umilaczy [+]
  • chyba jedyna Final Fantasy, w której zastosowano aż tak wymierny podział na misje. System sprzyjający dynamicznej, charakterystycznej dla jRPG rozgrywce i zarazem miła odmiana od poprzednich odsłon sagi [może z wyjątkiem FFX, w którym przez niemal całą grę jesteśmy prowadzeni za rączkę] [+]
  • znakomity, intuicyjny i prosty w obsłudze system rozwoju postaci, nawiązujący do mojego ulubionego podziału na klasy. Coś, czego w prequelu brakowało. Rzecz ma się mniej więcej tak: w grze zdobywamy ciuchy [tzw. Dressspheres], które różnią się między sobą umięjetnościami, jakie możemy dla danego zestawu szmatek wytrenować. Każda z bohaterek uczy się skilli dostępnych dla Dresssphery, którą aktualni ma na sobie. Dodatkowo, kostiumy da się zmieniać w trakcie walki [co każdorazowo poprzedzone jest wyświetleniem KAPITALNEJ scenki transformacji], w rezultacie czego na bieżąco możemy przełączać się pomiędzy tymi profesjami, na które mamy aktualnie zapotrzebowanie. Świetne rozwiązanie, dające masę radochy. [+]
  • ileś tam godzin, w każdym razie bardzo dużo, przerywników w różnej postaci. Dominują cut-scenki, niektóre ciekawe, inne niezbyt, ale zazwyczaj pełne humoru. Coś, co może się podobać [+]
  • FMVs, których, jak na Final Fantasy, dano zdecydowanie za mało. W trakcie gry oglądamy ich ~5 i czuć, że mimo wysokiego poziomu wykonania [w końcu to Square], wyraźnie zabrakło rozmachu [-]
  • muzyczna sinusoida. Muzyka w grze jest albo kapitalna albo zupełnie nie w deseń. Skoczna, nowoczesna nuta z dodatkami charakterystycznymi dla [słabego] popu albo dance nie pasuje do charakteru Final Fantasy. Z drugiej strony, kawałki, które mogą się podobać, są naprawdę rewelacyjnie i długo szumią w głowie. Przykro, że jest ich cztery razy mniej niż tych kiepskich [-]
  • słaba fabuła, bedąca jedną wielka bzdurą, pełną tandetnych, japońskich motywów. Nie zdradzam szczegółów, ale uwierzcie mi - jest dokładnie tak, jak napisałem [-]
  • cała masa nieciekawych postaci, pośród których przeważają a) roznegliżowane panienki [to akurat nie jest minus, taki już urok tej części, hehe] b) wyzywająco ubrani, zniewieściali panowie o aksamitnych głosach [tego ostatniego tyczy się zarówno wersja angielska jak i japońska]. Tak, design postaci FFX-2 jest wyraźnie słaby [-]
  • chyba pięć zakończeń, z których każde w inny sposób wieńczy historię zapoczątkowaną w FFX. I teraz, niech ktoś mi powie, które mam sobie wybrać? Dlaczego autorzy nie zdecydowali się na jedno, porządne? Czy ostateczny ending to ten najpełniejszy i najbardziej optymistyczny? Nie cierpię decydować o takich rzeczach i jako zadeklarowany wróg nieliniowości, biję Square-Enix i FFX-2 za ich kiepski wspólny finał [-]
FFX-2 to pozycja przewidziana na dwa razy. Po pierwszym ukończeniu gry dostajemy możliwość rozpoczęcia przygody w "New Game +" [zaczynamy ze wszystkim, co ugraliśmy w standardowym "New Game"], co jest chyba jedynym sposobem na poznanie pełnej historii. Chyba, że gramy z dobrym przewodnikiem, bo zaliczyć wszystko z marszu graniczy z cudem, zwłaszcza przy takiej ilości secretów.

Mimo niekończących się narzekań, jakie nieustannie towarzyszyły mojej przygodzie z FFX-2, miałem ochotę zacząć jeszcze raz, by rozłożyć grę na czynniki pierwsze i odkryć fabułę w całości, a nie w jednej czwartej. Na samą myśl jednak, ambiwalentnie naszły mnie mdłości, w rezultacie czego oddelegowałem FFX-2 na półkę. Niech spoczywa w pokoju, enter.

Nienawidzę średnich gier [bo skłaniają mnie do tego, by jednak w nie grać; w przypadku pozycji słabych przynajmniej nie rodzą się tego typu dylematy], a FFX-2 właśnie taki jest. Tyle wad ile zalet, co w odniesieniu do renomy, na jaką zapracowała sobie u mnie seria Final Fantasy, jest nie - do - wybaczenia.

Na dzień dzisiejszy mam wyprany mózg i nie gram w nic. To taka cisza przed burzą, bowiem planuję któryś raz z kolei zagłębić się w serię Resident Evil i jednym ciągiem ukończyć wszystko z głównej linii fabularnej, poczynając od Resident Evil Zero, a na Resident Evil 4 kończąc. Ale to może pojutrze...
Adult
Administrator
Administrator
Posty: 524
Rejestracja: 03 kwietnia 2003, 16:24

Post autor: Adult »

Po długim czasie milczenia postanowiłem napisać coś od siebie. Od pewnego czasu jestem szczęśliwym posiadaczem Xboxa 360. W chwili obecnej gram w dwie gry mianowicie: Burnout Revenge i Ninety-Nine Nights.

Zacznę od Burnouta. Jest to moja pierwsza styczność z tą seria w ogóle. I żałuje ,że dopiero teraz się z nią spotkałem. Rewelacyjne szybkie wyścigi, do tego w HD. Kilka trybów rozrywki, rewelacyjne kraksy, możliwość gry przez internet z innymi graczami. świetny system osiągnięć (achievements) dzięki któremu gra się dłużej by zaliczyć wszystkie możliwe osiągnięcia. Grafika w grze jest bardzo ładna aczkolwiek widać ,że nie do końca pokazuje na co tą konsole stać. Jeżeli chodzi o dźwięk to nie mam żadnych zastrzeżeń, odgłosy kraks, silników czy przyspieszenia są bardzo dobre. Jeżeli chodzi o ścieżkę muzyczną jednym się spodoba innym nie to już kwestia indywidualna, mi osobiście bardzo się podoba. Wozów jest całkiem dużo niestety różnią się tylko wyglądem i maksymalną prędkością. Co prawda wozy z cięższą karoseria trochę wolniej reagują i to jedyna różnica a szkoda aż prosi się żeby model jazdy różnił się. Tras jest 5 albo 6 nie pamiętam dokładnie jak dla mnie to trochę za mało. Tym bardziej ,że jedyne urozmaicenie to że albo wyścig odbywa się na części planszy albo ,że jedziemy w odwrotnym kierunku niż normalnie. Ogólnie gra warta polecenia.

Teraz druga gra. Jest to typowy japoński action rpg lub nawet lepiej będzie nazwać go hack and slash. Jeden super wojownik i dużo więcej przeciwników. Do wyboru mamy kilku bohaterów który różnią się szybkością ataku oraz jego siłą. Niestety nie mamy od razu dostępu do wszystkich. Rozgrywka podzielona jest na misje. Te są jednak dość monotonne, przejdź z punktu a do b i wybij wszystkich. Jak w większości takich gier głosy dobrane do angielskiej wersji są tragiczne amerykanie nie umieją dobierać aktorów, a niestety nie można ustawić japońskiej ścieżki dźwiękowej. Pozytywnym zaskoczeniem było ,że mimo dużej ilości postaci na ekranie podczas walki gra utrzymuje płynny fps. Jeżeli chodzi o grafikę jest bardzo ładna ale jak dla mnie trochę mało szczegółowa. Grę mogę polecić tylko osobą które lubią takiego typu gry inny lepiej niech trzymają się z daleka.

Niedługo powinna zawitać do mnie paczka z PGR3 i Kameo, więc jak tylko je przetestuje postaram się je opisać.
Obrazek
Awatar użytkownika
Zardon
Administrator
Administrator
Posty: 510
Rejestracja: 13 stycznia 2005, 18:17
Kontakt:

Post autor: Zardon »

BzyRes pisze:I jeszcze słowo o Crysis, którego tak szorstko potraktowałeś.
...8/10 to "szorstka" ocena? :D Bez przesady.
BzyRes pisze:Eee... maly loading co 20 minut to nie taka tragedia - przynajmniej można odsapnąć
Loading trwa na moim komputerze (2GB RAM, Pentium Dual-Core E2140 @2,6GHz, GeForce 8800GT 512MB) ok. 1-2 min. IMO za długo.
A tragedia jest. Szczególnie gdy takie "Wczytywanie" pojawi się w trakcie "skakania" motorówką :). Dwa razy miałem sytuację, że nie wyrabiałem z manewrem i lądowałem w nieodpowiednich miejscach, przez co ginąłem.

Ogólnie rzecz biorąc, to cały silnik Source oraz Steam mają ten poważny problem. Nie ma szans na szybkie odpalenie HL2 czy TF2.
Najpierw czekam aż Steam włączy grę. Trwa to na tyle długo, że każda inna gra z 2004/05/06/07/08r. już dawno by się uruchomiła. Ale co tam. Potem kolejny raz czekam (tym razem już w grze) aż wczyta się menu. O ile w przypadku HL2 jestem w stanie zrozumieć powolny Loading tego "drugiego procesu" (jest ciekawe, "animowane" tło), o tyle w przypadku TF2 jest to kompletnie nieuzasadnione.
Cała ta operacja zwyczajnego uruchomienia menu(!) gry, zajmuje ok. 2-3 min. (wiem, brzmi to trochę śmiesznie, ale po 3min. to ja już mogę zaczynać w Crysisa grać, a nie oglądać menu)
Innymi słowy - brak optymalizacji. Czasami nawet się boję, co to będzie, gdy jakaś aktualizacja się pojawi :D
A właśnie... aktualizacje. Valve to jedna z tych firm, która (na całe szczęście) dba o swoje produkty oraz graczy. Dla przykłady taki TF2 - wciąż jest ulepszany, łatany i nie jest pozostawiony samemu sobie. To w sumie cieszy. Z ostatnich nowinek można się dowiedzieć, że wszystkie klasy postaci będą miały nowe, dodatkowe umiejętności/bronie oraz że powstaje kilka nowych, oficjalnych map.
To tyle mojego marudzenia na dziś ;D

p.s. dorwałem przedwczoraj w swoje łapki nowego God of War: Chains of Olympus na PSP. Relacje - zapewne jutro.
Obrazek
Awatar użytkownika
BzyRes
Administrator
Administrator
Posty: 2048
Rejestracja: 17 lutego 2003, 18:50

Post autor: BzyRes »

Gratuluję nowej zdobyczy, Adult. Sam noszę się z zamiarem zakupu Xbox 360, ale wciąż czekam aż edycja Elite zejdzie poniżej 1.100 PLN.

Swojego XO kupiłeś z myślą o jakichś konkretnych tytułach? Na jaką wersję się zdecydowałeś? I dlaczego właśnie na taką?

Zardon,
...8/10 to "szorstka" ocena? :D Bez przesady.
Sugerowałem się tym co napisałeś i zdecydowanie nie było tam przytulania. 5 plusów kontra 6 minusów to jeden buziak w deficycie. A więc szorstko, zdecydowanie. Hehe.

Odnośnie loadingów - na moim PIV 2.4GHz / 1GB 266MHz / GF6200A AGP czas wczytywania był porównywalny, ale nie sądzę, aby choć raz dobił do 2 minut. Siorbnięcie kawy, strzelenie z palców, drapnięcie kota za uchem i powrót na stanowisko, tyle to trwało.

Generalnie, Source i jego niedoskonałości rodzące długi odczyt nie stanowią moim zdaniem jakiejś szczególnie frustrującej ujmy. Prawdę mówiąc, wcale nią nie są, bo kiedy Source się rozpędzi, chodzi naprawdę spoko. Nawet na moim sprzęcie, który graniu dedykowany nie jest.

Swoją drogą, któregoś razu znajomy udowodnił mi, że granie w pozycje Valve da się znacznie przyspieszyć i to w sensie dosłownym. Pierwsze skrzypce gra tu konstrukcja poziomów, które w komercyjnych produkcjach opartych o Source nie są zbyt dobrze przemyślane, w rezultacie czego obszary ciągną się nieskończenie we wszystkie strony i siłą rzeczy muszą być co jakiś czas doczytywane, aby odzyskać cenny RAM.

Sprytni twórcy modów, takich jak Someplace Else [dla HL1, w którym loadingi były podobnie rozwiązane jak w przypadku HL2], czy Minerva [dla HL2], wszystkie fragmenty map, po których porusza się gracz, poupychali obok siebie, sprasowali, zgnietli i pozostawili w takiej postaci [wyobraźmy sobie system przejść i korytarzy zamknięty w szcześcianie, gdzie tak naprawdę wszystko znajduje się w bliskim sąsiedztwie]. W ten sposób otrzymano efekt ogromnej przestrzeni do eksploracji, a w rzeczywistosci trick polega na umiejętnym zaplanowaniu architektury mapy. I proszę, optymalizacja bez optymalizacji. Loadingów albo brak, albo skrócone do minimum, a silnik ten sam.

Z kolei steam'owych loadingów nie da się niestety wyeliminować, sam płaczę z tego powodu. Steam mi nie podchodzi. Owszem, ma kilka bardzo przydatnych opcji, jak np. możliwość komunikacji ze znajomymi w dowolnym momencie gry [tyczy się to tylko gier wydawanych na Steam], ale ślamazarność i upierdliwość tego systemu, który zjada niepotrzebnie dużo zasobów oraz lubi długo i często się aktualizować, doprowadzają mnie nieraz do szewskiej pasji.
Adult
Administrator
Administrator
Posty: 524
Rejestracja: 03 kwietnia 2003, 16:24

Post autor: Adult »

BzyRes
Kupiłem wersje Premium ale dlatego ,że goście w Empiku mnie wprowadzili w błąd tak to kupiłbym wersje Elit. Co do tytułów to głównie RPG Blue Dragon i Lost Oddyssey i dla odmiany Gear Of War. Niestety jeszcze tych gier nie posiadam ale co się odwlecze to nie uciecze. Szczerze mówiąc zastanawiałem się czy nie kupić WII ale za mało jest na nią gier typowych zamiast tego przeważają gry dla niedzielnych graczy. Teraz czekam na wypłatę żeby kupić następną gry bo w chwili obecnej chciałbym nabyć Eternal Sonata, Blue Dragon i mocno zastanawiam się nad Guitar Hero III: Legends of Rock. Grałem w demo i wsiąkłem. Gra jest niesamowita, ciekaw jestem jak gra się na gitarce. Jak znajdę czas postaram się napisać reckę konsoli. Na koniec trochę prywaty sprzedam grę Def Jam: Icon. Włączyłem ją tylko 2 razy niestety nie podeszła mi.
Obrazek
Awatar użytkownika
Zardon
Administrator
Administrator
Posty: 510
Rejestracja: 13 stycznia 2005, 18:17
Kontakt:

Post autor: Zardon »

Adult, zależy co lubisz. Xbox360 i PS3 oferują zabawę znaną już z wcześniejszych konsol (PS2, GC, DC itd.). Wii jest troszeczkę bardziej oryginalne dzięki Remote Controller (wii-lot), przez to jest nastawione na nieco inną formę rozrywki. Fakt - często prostą i dziecięcą, ale za to przynoszącą sporo frajdy.

Jak już wspomniałem, kilka dni temu zakupiłem God of War: Chains of Olympus na PSP.
Na początek rozwieje wszelkie wątpliwości - jest to jedna z najlepsiejszych gier na tą przenośną konsolę. Świetna, klimatyczna grafika i muzyka oraz rewelacyjna grywalność klasyfikują tą grę w pierwszej 5 mojego prywatnego rankingu.
Czy ma jakieś wady? Owszem, ma jedną poważną wadę. Czas, jaki jest potrzebny na jej ukończenie, to zaledwie 7 godzin i 36 minut. Jak wiadomo, wszystko co piękne, szybko się kończy...
Obrazek
ODPOWIEDZ